Cykoria podróżnik

Dzień dobry, sat nam!

Co tam panie w urlopach słychać? Przed? Po? W TRAKCIE? :)

Nie będę żartować, że Polacy urlopy spędzają na remontach, bo to nic śmiesznego – każdy wypoczywa jak lubi, a kto nie lubi malować ścian w trzydziestostopniowym upale, no kto? :)

Cykoria podróżnik to mój ulubiony dziki kwiat. Naprawdę! Nie wymyśliłam sobie tego teraz, bo mi do wpisu pasuje czy coś. Jak byłam malutką Bodzią to namiętnie robiłam zielniki i cykorię miałam na co piątej stronie.

Bo to piękny kwiat. Długo kwitnie na piękny, niebieski kolor.

Cykoria urośnie wszędzie, bo jest niesamowicie odporna. Widuję ją i na torach tramwajowych i przy ruchliwych ulicach. W lesie i na łące – rzadko. Cykoria lubi podróże.

Obecnie fascynuje mnie także nazwa tego ziela – cykoria podróżnik. Cyka się (znaczy boi, lęka) ale podróżuje.

To zupełnie tak jak ja, uhm.

Oczywiście, że uwielbiam podróżować! Nowe miejsca, zapachy, inna ziemia pod nogami, inne kolory, inne chmury na niebie! Nowi ludzie, ciekawe zabytki, niesamowite budowle, przeróżne historie.

Jednakowoż, gdy mam gdzieś wyjechać, to dopadają mnie dziesiątki „a co jeśli…”, „jeszcze to” i „na wszelki wypadek”.

Przy okazji podróży, którą właśnie rozpoczynam, przeżyłam kilka minizawałów (czy namiot przyjdzie na czas, boże nie wyrobiłam nowego dowodu i mnie nie wpuszczą do samolotu, czy karta ekuz wystarczy żeby moje ewentualnie martwe ciało przewieźć do Polski, przecież ja tam będę robić te swoje kriye i pranajamy i ktoś mnie zobaczy i pomyśli że jestem nienormalna i takie tam), ale jadę. Boże jak ja jadę! Cykam się i dalej lekko martwię czy autobus na lotnisko nie utknie w korku, ale jadę. Brum brum a potem wizz wizz i znowu brum brum.

Jak się zaczynam czymś bez sensu martwić to myślę sobie o cykorii podróżnik – wzór i symbol odwagi pomimo strachu. Oczywiście do tego pierdyknę sobie od czasu do czasu jakąś uspokajającą parajamkę albo medytacyjkę. I wszystko jest git. Jadę. Myślę o przygodach, które mnie czekają (i się martwię, że nie starczy mi pamięci na karcie, żeby zdjęcia pomieścić) i chichoczę z powodu rękawiczek, które wiozę ze sobą w środku lata.

Z każdym kilometrem rozluźniam się. Cieszy mnie do słownie każdy mijany słupek przydrożny. Aż się zastanawiam, czy to nie z powodu tego co zostawiam za sobą, ale tę myśl dokończę po powrocie.

Marzę, że kiedyś będę w nieustającej podróży. A potem przypominam sobie, że przecież jestem!

Całe moje – i wasze – życie to przecież podróż, że tak polecę kliszą. Mnie się podróżuje piękniej odkąd joguję, bo jestem uważniejsza na to czego w podróży – i tej dosłownej i życiowej – doświadczam. Znowu ten mindfullness :o

Bodzia jedzie. Namaste z cykorią podróżniczką w tle.

PS. Uwielbiam też „gapie mydło” czyli mydlnicę lekarską, ale oprócz tego, że w sproszkowanym korzeniu mydlnicy płuczę włosy, to nie mam pomysłu jak ją „sprzedać” :)

Dodaj komentarz