Dlaczego joginka nie dłubie w nosie

Sat nam modern people! Dzień dobry.

Temat dzisiejszy jest poważny. Ja nie wiem co jest ze mną, że poważne tematy pobudzają mój umysł do znalezienia możliwie najbardziej zabawnego (na granicy idiotyczności) sposobu jego przedstawienia. Ale to nie jest ten poważny temat.

Jak byłam malutką Bodzią to dość często zawracałam wiadomo co mamie i tacie, że mi się nudzi.

Mama starała się znaleźć mi zajęcie w stylu „posypuj mi tu mąką pod kluski”(spadłam z krzesła, bliznę mam do dziś), „idź poszukaj kurzych jajek w stercie gałęzi za domem” (po drodze wpadłam do dołu z wapnem) albo „idź zobacz co dziadek robi” (to akurat było super bo dziadek robił ciekawe rzeczy).

Tata był bardziej hm… wymagający. Powiedzmy, że chciał pobudzić kreatywność dziecka i proponował zabawy w stylu: „wejdź w gówno i zobacz czy jest ciepło” (mama krzyczała potem o śmierdzące buty, bo nie wchodziłam w kurze tylko w krowie – ambitnie), „rozbierz się i ubrania popilnuj” (bez komentarza) albo „idź napluj do studni” (co bardzo lubiłam robić).

Koniec wstępu. Ale jeszcze nie będzie na poważnie.

Ostatnio przeczytałam, że ludzie dzielą się na tych co zjadali swoje gile w dzieciństwie albo nie zjadali. Uproszczony podział, bo przecież zjadacze mogli lubić tylko twarde baby albo ciągnące się gluty, niezjadacze mogli być albo dmuchającymi w chusteczkę albo wycierającymi w rękaw, ewentualnie oglądaczo-wyrzucaczami. Najgorsi byli przyklejacze (baba z nosa – kulka – bach pod krzesło/ławkę/stół itp). Giloprzyklejactwo potrafi się przeciągnąć w dorosłość, uhm.

Myślę, że powyższe nie ma żadnego związku z faktem, że dłubanie w nosie kojarzy się ze znudzeniem i nadmiarem wolnego czasu, ale stwierdziłam, że to doskonała okazja aby napisać o zjadaniu gilów and I am NOT sorry ;)

Nie zobaczysz joginki czy jogina dłubiących w nosie, bo jogini się nie nudzą.

Jestem przecież ciągle zajęta szukaniem równowagi pomiędzy ciałem i umysłem, sercem i rozumem, czarnym i białym, wdechem i wydechem.

It’s a full time job. Ale też wspaniała zabawa, bo gdy oddycham tylko przez jedną dziurkę od nosa to nazywam to pranajamą, zaplatając ciało jak dzieci w twisterze tłumaczę, że ćwiczę asany jogi, a jak składam ręce do mantry to od razu wszyscy chodzą na paluszkach ;)

nadi shodhana

Spróbuj jogi, a już nigdy nie będziesz dłubać w nosie z nudów. 

Twoje dziecko dłubie w nosie i zjada swoje gile? O fuj!!! ;)

Namaste. Bodzia idzie.

2 thoughts on “Dlaczego joginka nie dłubie w nosie

  1. Ja byłam giloprzyklejaczem. Taki coming out.

    Z tą koncepcją nienudzących się joginów to pomyślę, bo coś mi się nie do końca zgadza tylko nie wiem co. Może mi się nie zgadza to, że ja jestem joginką i czasem się nudzę :) ale czy rzeczywiście się nudzę? Kiedy ostatnio się nudziłam? I już jest o czym myśleć! Dziękuję. :)

Dodaj komentarz