Gdy zaczęłam praktykować jogę

Sat nam, dzień dobry!

Nie wiem dokładnie kiedy i co było powodem, ale w którymś momencie zaczęłam mówić, że „praktykuję jogę” zamiast „ćwiczę jogę” czy też „chodzę na jogę”.

Niby tylko zamiana słowa, ale poniosła za sobą ogromną zmianę w moim życiu.

Ponieważ to sport ukształtował mój charakter (i ciało) to miałam taki osobisty podział różnych aktywności fizycznych ze względu na to jaką rolę odgrywają w życiu.

Można coś ćwiczyć albo gdzieś na coś chodzić i zażywać tam wtedy ruchu – takie rzeczy robi się generalnie dla zdrowia czyli często dla urody ;)

Można też coś trenować i wtedy niekoniecznie jest to w stu procentach dobre dla zdrowia.

Pamiętam, że od pierwszych zajęć jogi miałam swoisty problem czy ja tę jogę ćwiczę czy na nią chodzę (wiedziałam, że jej nie trenuję).

Okazało się, że chodzę. No i jak chodziłam, to w którymś momencie przestałam. Na prawie rok.

Potem mi się przypomniało i stwierdziłam, że zrobię jeszcze jedno podejście, ale tym razem lepiej się przygotuję. Kazałam sobie więc kupić w prezencie matę do jogi. Zaczęłam ćwiczyć sama w domu, ale bardzo szybko się zniechęciłam i mata leżała na szafie (pod szafą, w kącie, generalnie: byle-gdzie) jak pomarańczowy wyrzut sumienia. Przy każdym sprzątaniu (często!) wkurzało mnie, że ona leży taka nieużyta więc zaczęłam znowu z tą jogą. Tym razem bez planu i bez oczekiwań.

Dalej chodziłam na ściankę wspinaczkową i ćwiczyłam na siłowni i te określenia mi do tych aktywności fizycznych pasowały.

Ale do jogi już nie.

Zaczęłam podsłuchiwać co o jodze mówią inni i szukać więcej informacji. Wcześniej przeglądałam tylko moją cieniutką książeczkę z asanami dla początkujących. I zanim się zorientowałam, zaczęłam praktykować jogę czyli jogować :)

Włączyłam jogę do swojego codziennego życia. Nie chodzi mi tylko o to, że znajduję od 20 do 120 minut dziennie na fizyczne praktykowanie na macie – to już teraz dla mnie najłatwiejsza część dnia z jogą. Mówię o tym, że często w ciągu dnia zatrzymuję się rozważam czy to co właśnie mówię, jem, kupuję, robię, myślę jest zgodne z tym jaką joginką chcę być. Wciąż więcej razy dochodzę do wniosku, że nie, ale akceptuję to – choć czasem ze łzami w duszy.

I joguję dalej.

Namaste, dziękuję za obecność. Bodzia idzie.

PS. Oczywiście nie jestem taka głupia i nie mam złudzeń, że zmianę spowodowało samo to, że zaczęłam inaczej nazywać chodzenie na jogę. Oczywiście, że było to tak naprawdę coś innego. Na pewno kiedyś napiszę.

6 thoughts on “Gdy zaczęłam praktykować jogę

  1. Ja lubie slowo „jogować” które tylko u ciebie widzę i słyszę. Czasem hasło „praktykuję jogę” wydaje mi się takie wzniosłe i nadmuchane…. Choć używam go w określeniu do siebie. A „joguję” jest takie bardziej swojskie.

    1. A wiesz że to cudownie że o tym wspominasz! Gdy pisałam ten tekst to aż wrzuciłam słowo „jogować” do googla aby sprawdzić czy ktoś coś jeszcze gdzieś … Otóż tak. Znalazłam sporo odnośników ale w realu nie słyszę raczej tego słowa. Chyba je wymyśliłam na nowo ;)
      Cudowne jest też to że gdy jestem na wsi u rodziców to jak schodzę na śniadanie to mama pyta „jogowałaś już bo nie wiem czy I tobie śniadanie już szykować”. Love :)
      To bardzo fajne i – tak jak piszesz – przystępne, proste słowo.
      Aha – gdy ktoś mi mówi że ćwiczę jogę to raczej nie poprawiam aby jie wpaść w tą pompatycznośw właśnie. Mnie nie przeszkadza, ja wiem co ja robię. Joguję ;)

      1. Apropo wymyślenia słowa… jak pisałam w komentarzu „jogować” to mi autokorekta poprawiła na „logować” :))))))

Dodaj komentarz