Hymn o jodze

Sat nam.

Dziś pierwszy list Bodzi.

Gdybym mówiła językami ludzi i aniołów, a jogi bym nie praktykowała, stałabym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący.

Gdybym też miała dar prorokowania, i znała wszystkie tajemnice, i posiadała wszelką wiedzę, i wszelką możliwą wiarę, tak iżbym góry przenosiła, a jogi bym nie praktykowała, byłabym kimś innym.

I gdybym rozdała na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawiła na spalenie, lecz jogi bym nie praktykowała, nic bym nie zyskała.

Joga cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Joga nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się wstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.

Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.

Joga nigdy nie ustaje, nie jest jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie.

Po części bowiem tylko poznajemy, a po części prorokujemy. Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe.

Gdy byłam dzieckiem,
mówiłam jak dziecko,
czułam jak dziecko,
myślałam jak dziecko.

Kiedy zaś stałam się joginką, zachowałam w sobie to, co dziecięce.

Kiedyś widziałam jakby w zwierciadle, niejasno; teraz zaś widzę twarzą w twarz.

Kiedyś poznawałam po części, teraz zaś poznaję tak, jak i zostaję poznana.

Tak więc trwają wiara, nadzieja, joga – te trzy.

Z nich zaś miłość tworzy się największa.

Namaste 💙

Dodaj komentarz