Lustereczko powiedz przecie….

Sat nam, dzień dobry!

Zakładam, że przeglądasz się codziennie w lustrze, ale czy wiesz że jesteś lustrem?

40 – dniowa medytacja nad Pierwszą Żelazną Zasadą Hazrata Inayata Khana („nie składaj fałszywych oświadczeń”), doprowadziła mnie do bardzo wielu ciekawych wniosków.

Jednym z najważniejszych jest to, że każdy, absolutnie każdy, osąd, jaki wygłaszamy o sobie lub innych, jest składaniem fałszywego oświadczenia.

Oczywiście bez osądów nie da się żyć. Przynajmniej ja nie potrafię i … wcale nie chcę się nauczyć.

Dzięki osądom poznajesz siebie i to co lubisz. Mówiąc „te lody są pyszne” wydajesz osąd o tych lodach ale też oznajmiasz otaczającym cię ludziom, że mogą ci takie lody kupować again and again and again.

Dlatego też nie warto kłamać gdy wydajesz osąd. Najbardziej znanym przykładem świata jest powiedzenie partnerowi_rce „jesteś świetny_a w łóżku”. Jeśli to nieprawda to wiadomo czym to się kończy. (Nie wiadomo? No frustracją seksualną!)

Znowu dryfuję na wody, które skłaniają mnie do zmiany tytułu i głównej treści wpisu, a miało być o lustrach.

Przejrzyj się we mnie a ja się przejrzę w tobie. To taka wspaniała zabawa, gdy mówimy lub myślimy coś o sobie nawzajem i przychodzi moment, iskra oświecenia, że uświadamiasz sobie, że to wszystko ty mówisz i myślisz o sobie.

Jeśli mówisz mi, że jestem dziwna to ja się przecież nie obrażam, bo wiem, że obawiasz się czegoś dziwnego w sobie.

Jeśli mówię ci, że „coś jest z tobą nie tak” to dlatego, że nie do końca akceptuję pewne swoje zachowania czy cechy albo się niesłusznie o coś obwiniam.

Mówisz do swojej córki „obciągnij spódniczkę” bo boisz się że ktoś cię ocenia jako złego ojca_matkę.

Przeglądamy się w sobie jak w lustrach i to jest wspaniałe choć czasem może to powodować ból albo wstyd, smutek, zażenowanie, strachu czy też wyparcie. Ale jeśli nie przywiązujemy się do tych odczuć, to od takiego spokojnego przeglądania się w drugim człowieku możemy stać się inni. Może nawet tą zmianą, którą chcemy widzieć w świecie?

Cudownie byłoby nie tylko wierzyć, ale też akceptować i pamiętać o tym, że nie ma drugiego człowieka, ani żadnej innej istoty. Jesteśmy czymś więcej niż „z tej samej gliny”, jesteśmy tą samą gliną, która przyjmuje różne formy ale każda z tych form jest połączona z każdą inną formą. I to nie szeregowo ani nawet nie równolegle, ale jak neurony w mózgu – każdy ma, lub może mieć, połączenie z każdym. Jeśli zabijesz pająka albo zetniesz drzewo, pozbawiasz się części energii którą ten pająk i to drzewo ci dawały. Dlatego w końcu każda istota umiera i wszystko przemija. Kończy się energia.

I mój osobisty osąd – karma ma specjalne „atrakcje” zarezerwowane dla tych, którzy krzywdzą zwierzęta dla zaspokojenia ego. Zwierzęta mają cudowną moc, cudowną energię (w sensie działającą cuda a nie tylko wspaniałą). Przeglądanie się w lustrach krzywdzicieli zwierząt jest dla mnie wyjątkowo trudne, bo wychodzi ze mnie pragnienie mordu. Gdybym poszła za głosem dzikuski to np. oczka takiego krzywdziciela złożyłabym mu na jego rękach – prawe oczko w lewej dłoni, a lewe w prawej. Dla kawału. I zawsze, ale to zawsze zadaję sobie wtedy pytanie, czy to dobrze, że jestem tą joginką?

Dobrze.

Dobrego dnia, namaste (wyczerpujący psychicznie wpis do stworzenia).

linked

 

 

Dodaj komentarz