Moja Sadhana – taniec Sziwy

Sat nam. Dobry wieczór.

Sadhana to taki specjalny rodzaj praktyki z tradycji kundalini jogi (wg Jogiego Bhajana), która zaczyna się recytacją dżapdżi, potem wykonujemy jakąś kriyę i pranajamy a na koniec (przez jakąś godzinkę, czasem dłużej) śpiewa się określone mantry. Przynajmniej raz w miesiącu uczestniczę w grupowej Sadhanie.

W łódzkiej Akademii Body Mental, z miesiąca na miesiąc jest nas na Sadhanie coraz więcej. Nie ważne czy jest 14 luty, 1 maja czy gorąco że aż się prosi o wyjazd za miasto (jak dziś). Żeby być na dzisiejszej Sadhanie skróciłam cudowny weekend w hamaku na wsi, ale zawsze warto. To wyjątkowy czas, tylko dla mnie i zawsze spotyka mnie na Sadhanie coś zaskakującego.

Dziś przeżyłam swój pierwszy w życiu Taniec Sziwy (był on częścią kriyi).

W tańcu Sziwy można zrobić wszystko pod warunkiem, że:

  1. tylko jedna stopa dotyka podłoża (czyli trzeba ciągle skakać z nogi na nogę)
  2. dłonie są powyżej ramion

Resztę ma wykonać ciało i to najlepiej zanim wymyśli to umysł ;)

Bardzo mi się podobało, bardzo się zmęczyłam, gardło mnie boli. Podskakiwałam i biegałam jak szalona po całej sali, ba – po całej akademii.

I zaczepiałam innych… Tak wiem, trochę nieładnie, ale wtedy o tym nie myślałam. Teraz wiem, że były to z mojej strony jakieś pokrętne próby niesienia pomocy, o którą nikt nie prosił.

Bo ja tak mam, że nie popuszczę, dopóki się nie upewnię, że zrobiłam wszystko co w mojej mocy, żeby komuś życie ulepszyć. Często kosztem siebie.

Zatrzymywałam się więc w tym dzikim tańcu Sziwy obok innych uczestników Sadhany i tańcowałam z nimi, bo prawdopodobnie uznałam, że potrzebują zachęty, towarzystwa, ośmielenia, uśmiechu. Mam nadzieję, że jednak nie przeszkodziłam nikomu. „Za karę” byłam tak zmęczona, że ciężko mi było potem mantrować, a to moja ulubiona część Sadhany.

Każda Sadhana wyznacza mi drogę rozwoju na kolejny miesiąc. Ta również.

W tym miesiącu będę pracować nad tym, aby nie pomagać nikomu, kto nie poprosi wyraźnie o mą pomoc. (To taki eufemizm na: „nie będę się wtrącać” ;)

Nie zamierzam się domyślać co komu trzeba i czy ja to mogę.

I nie pomogę, jeśli będzie to miało mnie kosztować zdrowie, powodować mój niepokój, dyskomfort albo konflikt wewnętrzny.

Bodzia idzie. Namaste.

Dodaj komentarz