Moje najsłabsze ogniwo

Sat nam! Dzień dobry.

Od kilku dni jestem słabowita niczym te panny co to je na kartach starych książek kiszono w niewietrzonych pomieszczeniach.

Nie lekceważę ani nie ignoruję choroby. Lekarz, badania, pobrania – grzeczna ze mnie pacjentka.

Ale jak tylko mogłam ustać na nagach to stanęłam na macie.

Joguję.

I logizuję, czyli prowadzę sama ze sobą pseudo-logiczne dysputy na tematy, które nie są logiczne, ale lubię je ulogiczniać.

Mam: ciało, umysł, serce, flaki, ducha i duszę (jeśli masz coś innego to w porządku).

Jakaś energia trzyma to wszystko w kupie. Jak się coś zadzieje z tą energią to któryś z elementów daje o tym znać.

Dla mnie tym razem to było ciało. I ja się cieszę, że to było ciało, bo jest ono moim najsłabszym ogniwem.

Mocne ciało jest filarem i daje mi możliwość wykonywania coraz bardziej wymagających praktyk kriyi i pranajam. To prowadzi do miejsc i doznań, o których nie potrzeba mówić.

Moje ciało bardzo dużo może. Czasem wciąż tego nadużywam, ale szybko dochodzimy do porozumienia.

To jest jak taki autentyczny dialog:

Ciało Bodzi do Bodzi: „No co ty? Zgłupiałaś? Jak ty możesz mnie tak traktować? Dawaj te zdrowe jedzonko i spokój a nie wino, mężczyzn i śpiew”.

Bodzia do ciała: „Co??? Coś mówisz?? Nie słyszę cię.”

Ciało Bodzi do Bodzi: „Nie wygłupiaj się, przecież wiem że udajesz że mnie nie słyszysz.”

Jeśli kontynuuję ignorowanie głosu ciała, to ono mi w końcu zamyka dopływ powietrza albo robi inny równie nieśmieszny numer :)

I to jest ok. Ja ciało rozumiem i go nie winię. Wolę naprawiać moje stosunki z ciałem niż z duchem, bo leczenie ciała jest znacznie łatwiejsze.

Z miłością i dumą obserwuję jak w chorobie ciało pozostaje moim najsłabszym ogniwem, czyli nie tracę ducha, nadziei, pewności siebie, uśmiechu. Nabiorę znowu troszkę pokory i ciało wróci do normy.

Wzmacniam ciało poprzez praktykę asan jogi, choć – według niektórych – powinnam leżeć w łóżku. „Przecież chora jesteś.” „Czy ty wogle dojdziesz na te zajęcia jogi?” „Wciąż wstajesz o 5 rano?” „Pośpij, odpocznij.”

Dbam o siebie tak, żeby to ciało było moim najsłabszym ogniwem, bo łatwiej je uleczyć niż złamanego ducha czy blokadę intuicji.

Gdy moje osłabione ciało wykonuje jakąś asanę to myślę sobie, że skoro stoję w drzewie albo leżę w łuku to znaczy, że już niedługo wszystko będzie ok, bo cokolwiek się zadziało w mojej gospodarce energetycznej, niedługo minie.

Dobrego dnia. Namaste. Bodzia idzie. W deszczu. Powolutku, żeby ciało nadążyło :)

Dodaj komentarz