Natychmiastowy efekt

Sat nam. Dobry wieczór.

Wczorajszą sobotę spędziłam na pieleniu ogródka.

Wyjątkowo ogródek nie był mój, tylko przypracowy. I volunteered.

Musicie wiedzieć, że u mnie w pracy każdy ma zawsze swoje zdanie i milion pomysłów na działanie w celu rozwiązania każdej kwestii i dla moich współpracowników wszystko jest problemem, choć dla mnie to co najwyżej zagadnienia.

Tak też było z naszym przypracowym ogródkiem, który zarósł niemiłosiernie. Wg mnie trzeba go było po prostu wypielić. Wiecie – ubrać się w ciuchy robocze, założyć rękawice, wziąć też mały sekator (na osty), ukucnąć lub uklęknąć i wyrywać aż będzie ładnie.

Ale dla nich nie. Zaczęły się kombinacje. „Trzeba czymś popryskać, żeby najpierw uschło a potem to suche wyrywać” – kombinowali. Bo przecież każdy uwielbia wyciągać suche i jeszcze bardziej kolące osty, prawda? No kto nie lubi przez tydzień patrzeć na usychające rośliny, nawet jeśli to chwasty.

Słuchałam ich w milczeniu, bo zwykle szybciej kończą te swoje jałowe dyskusje jak się nie odzywam i oglądam paznokcie. Wiadomo, że moje rozwiązanie było najlepsze, bo możliwe do przeprowadzenia. Poza tym chyba im się przypomniało, że ja pryskać zielska na pewno nie będę, bo chemia szkodzi mi na skórę i umierają od niej robaczki. W męczarniach. A moi współpracownicy wiedzą, że ja robaczków torturować nie będę.

Bo jestem joginką i to nie jest zgodne z ahimsą co najmniej.

Czyli kupiłam ten sekator i w sobotę, w palącym słońcu, spędziłam 4 godziny oczyszczając ogródek. Było co pielić.

ogrodek przed

Pielenie to wspaniałe zajęcie. Jak każde zajęcie typu „konieczność”, jest wspaniałe wtedy, gdy masz na nie ochotę. Jak ci się nie chce zmywać, prasować czy pielić, to będzie to smutny obowiązek, a jak ci się chce to będzie to wspaniały czas na medytację.

Tak. Proste czynności, które rozkładają się na powtarzalne działania, to doskonały moment na wyciszenie i medytację, albo chociaż powolne-bezwolne rozmyślania.

Bierzesz brudny kubek, namydlasz go gąbką z płynem, szorujesz w środku i na zewnątrz, opłukujesz, odkładasz na suszarkę. Był brudny, jest czysty.

Pochylasz się nad chwastem, wyrywasz go, odrzucasz na bok. Powtarzasz tę czynność tysiąc razy i masz wypielony ogródek.

ogrodek po

Efekt natychmiastowy. Bo też o to mi chodziło. Żeby od razu było lepiej. Może gdyby te zielska pryskać to dłużej by było ładnie ale wtedy trzeba czekać aż chemia zniszczy chwasty i mozolnie je wyciągać. Nikt nie miał czasu ani – wspomnianej wyżej – chęci na takie złożone działanie, więc zastosowałam coś co może moi współpracownicy uważają za półśrodek ale efekt jest widoczny.

Zauważyłam, że często tak się dzieje, że stoję przed wyborem: zrobić coś „raz a dobrze” vs „zastosować półśrodek w celu osiągnięcia natychmiastowego efektu”.

I wiecie co? Bardzo często idę na półśrodki i natychmiastowe efekty! Nie ma w tym nic złego, ponieważ na działania kompleksowe bardzo często potrzebny jest czas, nierzadko większe pieniądze, a na pewno większe zaangażowanie, więc często te kompleksowe działania są odkładane „na właściwszą chwilę”, która bardzo często nigdy nie nachodzi i efekt jest taki że efektu nie ma.

Oczywiście już od paru zdań nie mówię tylko o ogródku.

Lubisz porządek, ale ze sprzątaniem czekasz do soboty, bo przecież trzeba kurze wytrzeć, żyrandol umyć, dywany i chodniki wytrzepać, podłogi umyć, płytki wybłyszczyć itp itd. NO PATRZCIE JAK JA SPRZĄTAM! Cały tydzień w syfie i oczekiwaniu na wielkie sprzątanie na które nie masz ochoty. A weź umyj ten żyrandol w poniedziałek, kurze wytrzyj we wtorek, płytki przeleć w środę jak będziesz czekać aż ci się woda na herbatę zagotuje, pozamiataj w czwartek, zmyj podłogi w piątek, a w sobotę odpoczywaj.

Masz egzamin albo pracę do napisania i czekasz aż będziesz mieć gotowe wszystkie materiały, popodkreślane właściwe zdania i „natchnienie do nauki”. Czy musisz to wszystko zrobić na raz i z pompą? TERAZ SIĘ UCZĘ. BOŻE JAK JA SIĘ UCZĘ! TAK SIĘ UCZĘ ŻE HOHO. HO!

Podoba ci się jak koleżanka joginka staje na głowie albo kolega jogin przyjmuje życie ze spokojem. Też tak chcesz, ale czekasz na lepszy moment, żeby zacząć praktykować tę jogę. Aż będziesz mieć czas i dodatkowe pieniądze (choć szczerze mówiąc to nie wiem po co one do jogi). Bo przecież jak się już weźmiesz to porządnie, kompleksowo. I ćwiczyć będziesz i na zajęcia chodzić. BOŻE JAK TY SE POJOGUJESZ. Pewnego dnia… To jeszcze nie dziś, ale ten dzień idzie. ON IDZIE! NADCHODZI! Czujesz jak się ziemia trzęsie od jego nadchodzących kroków!? Na razie nie przyszedł i nie jogujesz, ale jak już zaczniesz to klękajcie narody – na głowie ze szpagatem staniesz zaraz pierwszego dnia, w lotosie będziesz zęby myć i na pewno, na pewno się nie zniechęcisz. Zęby (umyte w lotosie, ha!) będziesz zaciskać, ale się nie poddasz. Nienawidzić tę jogę będziesz w końcu, ale nie zrezygnujesz bo przecież tyle czasu zajęło ci planowanie wielkich efektów.

Przykładów można mnożyć i każdy może podać swoje ulubione (jako i ja zrobiłam powyżej). I pozwolę sobie na ostatnią ironię – nie martw się! Jak planujesz, że coś kiedyś wielkiego osiągniesz w tym czy tamtym, a nie robisz natychmiast czegoś co cię do celu przybliży, to prawdopodobnie nigdy nie zaczniesz. Pojawią się inne pragnienia.  Zawsze będziesz czekać na odpowiedni moment. Guess what? Ten moment jest teraz.

I o ile ogródek może wypielić ktoś inny, to na głowie nikt za ciebie nie stanie. Nikt też za ciebie nie pomedytuje, nie wyciszy się, nie spróbuje odnaleźć równowagi z życiu.

Zrób coś. Nie bój się półśrodków i działań nastawionych na natychmiastowy efekt. Bo natychmiastowe efekty bardzo motywują do dalszej pracy.

Ogródka nie dało się wypielić ze wszystkiego ale jest dużo lepiej.

Nie zrobiłam dziś szpagatu poprzecznego ale wykonałam energetyzującą pranajamę i zachciało mi się do ciebie to wszystko napisać choć planowałam iść spać.

Teraz Bodzia idzie. Spać. Pozmywam jeszcze tylko. Namaste.

One thought on “Natychmiastowy efekt

Dodaj komentarz