Wypowiedzenie

Sat nam, witaj i dziękuję, że jesteś.

W czwartek po świętach dostałam długo wyczekiwane wypowiedzenie umowy o pracę, które powiesiłam na tablicy korkowej nad moim biurkiem. Przyczyna i okoliczności nie są w tym momencie istotne. Ważne jest to, co zrobiłam po otrzymaniu papierka stwierdzającego oficjalnie, że moja ośmioletnia droga w tym miejscu dobiega końca i czuję, że chcę się tym podzielić.

Otóż nie zrobiłam na początku nic. Nie powiedziałam nikomu, kto przejąłby się tym zdarzeniem, bo ja się nie przejęłam. Powiedziałam koleżance, z którą spotykam się czasem w tramwaju, innej koleżance z innego tramwaju, mojej najlepszej przyjaciółce, bo wiedziałam, że się ucieszy z czekającej mnie, i długo oczekiwanej, zmiany i jeszcze jednej koleżance, która bardzo dobrze mnie rozumie i wspiera, pamiętając, że source chodzi o mnie a nie o jej własne lęki.

Dałam sobie kilka dni spokoju i odpoczynku zanim powiedziałam innym osobom z mojego otoczenia, które się przejęły i nadal zapewne się przejmują. Gdy słyszę kolejne achy i ochy i „coterazbędzie” to zastanawiam się jak długo będę tych ludzi pocieszać, gdy dzwonią każdego dnia z pytaniem czy już znalazłam nową pracę.

Bo praca jest przecież bardzo ważna, right?
Bez pracy nie ma przecież kołaczy, right? ;)

Jestem dzieckiem wychowywanym w tzw. „czasach komunizmu”. Gdy te czasy zmieniły się w kapitalizm, życie dorosłych z mojego otoczenia nagle wypełniło się strachem o przyszłość, o pracę, o pieniądze. Zostałam nauczona przejmować się niepewnością jutra i dopiero joga pokazała mi, że ta niepewność jutra może być czymś fajnym i zawsze przyniesie jakąś dobrą niespodziankę czy fajne zdarzenie, a nie od razu katastrofę.

Te kilka dni utrzymywania pewnych osób w nieświadomości co do mojej sytuacji (bo ja teraz „jestem w sytuacji” ;) było mi potrzebne, aby ugruntować w sobie spokój i pewność, że wszystko będzie dobrze; wszystko JEST dobrze. Te kilka dni wystarczyło mi, żebym nie panikowała i bardzo mocno zapamiętała, że to nie koniec świata. Słońce dalej wschodzi i zachodzi. Po prosu ufam, że dostanę to czego potrzebuje moja dusza, aby wzrastać i nie krzyczę do tego słońca, jak kiedyś, że „you bitch, jak możesz wschodzić i zachodzić gdy mnie coś takiego spotyka”. W swej mądrości podarowałam sobie te kilka dni po czwartku po świętach, aby na pewno nie zanurzyć się w nie moim strachu.

Można planować przyszłość, ale warto pamiętać, że życie jest żywe tylko w danym momencie, tu i teraz, w tej chwili.

Namaste i wspaniałych niespodzianek od życia :)

Dodaj komentarz